poniedziałek, 12 czerwca 2017

Rozdział 1

JPOV
Merlinie, Moody to szaleniec! Nie rozumiem, dlaczego nie mogli przydzielić zdrowego na umyśle Aurora do szkolenia nas w pracy w terenie. Każdy byłby lepszy od niego. Z początku cieszyłem się, że uczyć nas będzie jeden z najwybitniejszych Aurorów. Do czasu, aż okazało się, że ma nierówno pod sufitem. I mówi to osoba, która przyjaźni się z Syriuszem Blackiem, a to o czymś świadczy.
Zostanie Aurorem było moim marzeniem od kiedy tylko dowiedziałem się na czym polega ta praca. Czy jest coś lepszego od dreszczyku adrenaliny przy ściganiu złych typków? Pokroju Smarkerusa… Na samą myśl o tym tłustowłosym nietoperzu przeszedł mnie dreszcz wstrętu. Nie widziałem go od zakończenia szkoły, dwa lata temu. I całe szczęście. Nie wiem co się z nim dzieje i szczerze mnie to nie interesuje.  Od kiedy obraził moją Lily, nienawiść do niego tylko wzrosła.
Moja Lily… Wciąż nie mogę uwierzyć, że udało mi się ją zdobyć! Jesteśmy razem już prawie trzy lata. Wiem, że zawsze zachowywałem się pewnie, ale w głębi duszy zaczynałem wątpić, że w końcu będziemy razem. Dzień, w którym zgodziła się iść ze mną na randkę był najlepszym dniem w moim życiu. A teraz mieszkamy razem. Przy pełnej dezaprobacie Syriusza.
Nie mogłem uwierzyć, że te wszystkie lata Syriusz udawał, że wspiera mnie jeśli chodzi o zdobycie Lily. W końcu rok temu, kiedy piliśmy w barze, przyznał się, że nie lubi Lily. Przynajmniej nie ze mną. Uważa, że nie pasujemy do siebie. Nigdy nie słyszałem większej bzdury. Nigdy więcej nie poruszaliśmy tego tematu, nie chce stracić najlepszego przyjaciela. Dobrze, że był wtedy z nami Remus.
Remus… Pewnie teraz wypoczywa po pewni księżyca. Nigdy nie przeszkadzała mi jego likantropia. Nie ma wpływu na to, co się z nim dzieje, a jest naprawdę dobrym i wiernym przyjacielem. Nie mogę jednak znieść widoku, jak się męczy. Oddałbym cały swój majątek, żeby tylko wynaleźć lekarstwo na jego przypadłość. Jego „mały, futrzany problem”, jak to zwykle określa. Zawsze tym wpędza Petera w niekomfortowy nastrój.
Dawno nie widziałem Petera. Wciąż zajmuje się chorą ciotką. Rozumiem, że kłopoty rodzinne mogą go przybijać, ale ostatnio jest jakiś nieswój. A właściwie od czasu kiedy skończyliśmy szkołę. Próbowałem go wypytać czy ma jakiś problem, ale wciąż mnie zbywał, więc w końcu odpuściłem. Nie chcę naciskać, kiedy będzie gotowy to sam mi wszystko powie. Mam przynajmniej taką nadzieję.
- Łapo, pospiesz się – powiedziałem zirytowany. Czy on naprawdę musi flirtować z każdą napotkaną kobietą?
- Widzimy się wieczorem, kochana – powiedział Syriusz z czarującym uśmiechem, całując dłoń Lori… Loti… Livi… Z pewnością jej imię zaczyna się na „L”!
- Nareszcie! – powiedziałem zirytowany, kiedy w końcu do mnie dołączył.
- Wyluzuj Rogaczu. Gdzie ci się tak spieszy? – zapytał wciąż uśmiechając się głupkowato.
- Lily jedzie na ślub siostry, chcę się z nią pożegnać, a przez ciebie mogę nie zdążyć – warknąłem. Nie mogę nic na to poradzić. Myśl o rozłące z Lily jest przygnębiająca.
- Jedzie sama? A co z tobą? – zapytał zdziwiony. Nie mogę się mu dziwić. Jestem chłopakiem Lily prawie trzy lata, poznałem jej rodziców, siostrę i przyszłego męża, ale nie zostałem zaproszony na ślub.
- Siostra Lily, Petunia, nie życzy sobie „dziwaków”, którzy nie są z nią spokrewnieni. Zniesie Lily ze wzgląd na rodziców, ale powiedziała, że nie ma zamiaru znosić mnie – mruknąłem krzywiąc się zniesmaczony. Nigdy nie przepadałem za Petunią. Podejrzewam, że po prostu zazdrości nam zdolności magicznych.
- Nie zyskałeś sobie przychylności teściów i szwagierki – zaśmiał się. No tak, oczywiście, ze on będzie się z tego cieszył. Nie rozumiem co mu się nie podoba w Lily.
- To nie jest śmieszne – powiedziałem zatrzymując go i rozejrzałem się. Wyszliśmy właśnie z Ministerstwa Magii, o tej godzinie mało osób się tu kręciło.
- Co jest? – zapytał zdezorientowany. Uśmiechnąłem się i wyciągnąłem pudełeczko z kieszeni.
- Kiedy Lily wróci ze ślubu, oświadczę się jej – powiedziałem zadowolony, pokazując rodowy pierścionek zaręczynowy. Mam nadzieję, że się jej spodoba. Nie jest w jej stylu, ale to tradycja. Przechodzi w mojej rodzinie z pokolenia na pokolenie.
- Nie! Proszę, nie rób tego! Poczekaj jeszcze trochę, upewnij się, że to na pewno to! – powiedział podniesionym głosem. Zirytowany zamknąłem pudełeczko z cichym trzaskiem i schowałem je do kieszeni.
- Jestem z Lily prawie trzy lata. Rok mieszkamy razem. Jestem w niej zakochany od czwartego roku. Nie mam na co czekać. Jestem pewny swojej decyzji – warknąłem. Syriusz zamilkł i bardzo dobrze wiedziałem dlaczego. Nigdy na niego nie warczałem. Przynajmniej nie tak poważnie. Chyba, że chodziło o Lily, co tylko bardziej go nakręcało. Tym razem jednak było inaczej. Nie wściekał się, tylko posmutniał, co było dziwnym widokiem.
- Proszę cię, James, nie rób tego. Popełniasz błąd – powiedział z powagą. Pokręciłem głową i westchnąłem.
- Przestań. Jesteś moim najlepszym przyjacielem, Lily zostanie moją żoną. Nie chcę zrywać przyjaźni, bo ty nie potrafisz zaakceptować mojego wyboru – powiedziałem. Obaj zamilkliśmy patrząc na siebie. W końcu odwrócił głowę patrząc na miejsce aportacyjne.
- Zgoda. Już nic nie powiem. Znasz moje zdanie na ten temat. Gdyby kiedyś się między wami popsuło, będę przy tobie, żeby cię wspierać. Jesteś moim bratem, James – powiedział. Uśmiechnąłem się słysząc to i klepnąłem go w plecy.
- Dzięki, a teraz chodź. Chcę pożegnać Lily – powiedziałem i teleportowałem się z Syriuszem do Doliny Godryka. Kupiłem ten dom ze spadku po rodzicach. Po ich śmierci nie mogłem wrócić do Potter Manor. Oczywiście zachowałem posiadłość, skrzaty domowe utrzymują w niej porządek, ale ja nie byłem tam od lat. Ani ja ani Syriusz, który uważał moich rodziców za swoich, a oni uważali go za syna. Dlatego połowę majątku przepisali właśnie na Syriusza. Nie miałem nic przeciwko. W końcu Syriusz jest dla mnie jak brat, w każdym tego słowa znaczeniu.
Lily z początku nie była zadowolona. Zawsze chciała zobaczyć Potter Manor i miała do mnie żal, że nigdy jej tam nie zabrałem. Starałem się jej to wytłumaczyć, powiedzieć, jakie to dla mnie ciężkie. Schować dumę do kieszeni i przyznać, że nie jestem gotowy na powrót, ale nie potrafiłem. Nie chciałem widzieć litości i zawodu w jej oczach. Zamiast tego, aby ją udobruchać, kupiłem dom w Dolinie Godryka, najpiękniejszy, jaki udało mi się znaleźć. Od tego czasu Lily już nie drąży tematu posiadłości rodowej Potterów.
- Cholera, spóźniłem się. Po powrocie nie będzie zadowolona – jęknąłem rozglądając się po domu. Syriusz zaśmiał się siadając na kanapie i kładąc nogi na stoliku do kawy, chociaż wie, że Lily tego nie znosi. Posłałem mu ostre spojrzenie, a on tylko głośniej się zaśmiał.
- Wyluzuj, przecież jej tu nie ma, sam to powiedziałem – powiedział rozbawiony. Westchnąłem nie drążąc tematu i podszedłem do barku biorąc cztery szklaneczki i ognistą. To był ciężki dzień, musiałem się napić.
- Czemu aż cztery? – zapytał Syriusz siadając prosto i biorąc ode mnie ognistą.
- Myślisz, że będę pił tylko z tobą? Nie, to by było żałosne. Musi nas być przynajmniej trzech, a najlepiej czterech. Zaraz zawiadomię Remusa i Petera – powiedziałem podchodząc do kominka.
- Nie licz na Glizdogona. Zajmuje się dziś chorą ciotką – powiedział Syriusz rozlewając w trzech kieliszkach ognistą.
- Znowu? – zapytałem zaskoczony i pokręciłem głową - Chciałem mu pomóc finansowo, opłacić jakoś leczenie jego ciotki, ale się nie zgodził. Co jej właściwie jest? – zapytałem.
- No wiesz… Ona… Tak właściwie to nie wiem. Nigdy nie wdawał się w szczegóły – powiedział Syriusz marszcząc zamyślony nos.
- Dziwne – mruknąłem pod nosem i wrzuciłem do kominka proszek fiuu mówiąc przy okazji adres Remusa i włożyłem głowę w płomienie.
- Powiedz, że nie przyjmujemy odmowy! – usłyszałem stłumiony głos Syriusza za sobą.
- Lunatyk, jesteś tu? – zapytałem rozglądając się po jego salonie. Usłyszałem szum z kuchni i po chwili do salonu wszedł blady Remus – Wyglądasz jak gówno – skomentowałem, wiedząc, ze się nie obrazi. Taka była już dynamika w naszej grupie. Remus tylko słabo się uśmiechnął i pokręcił głową.
- Ciebie też miło widzieć, Rogaczu. Co się dzieje? – zapytał podchodząc do kominka.
- Lily wyjechała na ślub swojej siostry. Topię smutki i tęsknotę w alkoholu, picie samemu jest żałosne. Z Syriuszem jeszcze żałośniejsze – powiedziałem, olewając krzyk oburzenia Syriusza – Wspomożesz przyjaciela? Widzę, że kieliszek ognistej przyda się i tobie – powiedziałem.
- Czemu nie, czekolada mi się skończyła, więc z chęcią się napiję – powiedział z uśmiechem.
- Czekamy – powiedziałem zadowolony i wyjąłem głowę z kominka. Po chwili wyszedł niego Remus, otrzepując się z popiołu.
- James był łaskawy mówiąc, że wyglądasz jak gówno – powiedział Syriusz podając mu kieliszek ognistej.
- Łapo, bo się zarumienię od tych wszystkich komplementów – sarknął siadając i pijąc -              To była wyjątkowo ciężka pełnia księżyca – westchnął. Kiwnąłem głową przyznając mu rację. Nawet po zakończeniu szkoły nie przestaliśmy towarzyszyć Remusowi [podczas jego przemian. Z nami był spokojniejszy, ale ostatniej nocy było inaczej. Jakby czegoś się bał, jakby wiedział, że coś złego ma nadejść.
- Wyobraź sobie, że po tej nocy mieliśmy znowu trening z Moodym – mruknął Syriusz.
- Znowu dał wam w kość? – zapytał z sympatią Remus. Zawsze troszczy się o wszystkich, nawet wtedy, gdy sam czuje się okropnie. Jak tu go nie lubić?
- Jest walnięty. No i ta cała nieustająca czujność. On wszędzie widzi niebezpieczeństwo – powiedziałem siadając w fotelu i pijąc.
- Dlatego jest jednym z najlepszych Aurorów, nie daje się przechytrzyć i jest zawsze przygotowany – powiedział Remus.
- Mówisz tak, bo go nie widziałeś na treningach, tylko na spotkaniach Zakonu – powiedział Syriusz. Kiwnąłem głową i spojrzałem na sowę, która wleciała przez okno i wylądowała tuż przede mną. Zdziwiony odłożyłem szklankę. Nie dostawałem już listów, nie miałem od kogo. No chyba, że prenumeratę Proroka Codziennego.
- Od kogo? – zapytał Remus.
- Nie wiem – powiedziałem sięgając po złotą kopertę i zaniemówiłem nie będąc w stanie otworzyć listu. Złota koperta i pieczęć paktu. Niemożliwe…
- Czy to? – zapytał cicho Syriusz podchodząc do mnie szybko i stając obok.
- Chyba tak… Nie można tego podrobić, ale… Zawsze z Lily jesteśmy ostrożni.. – powiedziałem dosyć cienkim głosem i szybko sięgnąłem po butelkę upijając z niej duży łyk.
- O czym wy mówicie? – Zapytał zdezorientowany Remus stając po drugiej stronie fotela i patrząc na kopertę – Co to za znak? – zapytał zaciekawiony. Spojrzałem na siebie z Syriuszem, wiedząc, że nie możemy wyjawić Remusowi szczegółów Paktu. Ale on też był naszym bratem.
- To co ci powiemy nie może wyjść poza ściany tego pokoju, Remus. To bardzo ważne. Grozi nawet odebraniem naszej magii – powiedziałem powoli.
- Nikomu nie powiem, wiecie o tym – powiedział zdezorientowany. Syriusz usiadł na oparciu fotela.
- Nasi przodkowie, wraz z członkami kilku innych rodzin czysto krwistych złożyli pewien pakt – powiedziałem.
- Dobrze, na czym ten pakt miał polegać? – zapytał zaciekawiony.
- To było takie zabezpieczenie. Wiesz, że czystokrwiści są zadufani w sobie, myślą, ze wszystko im wolno. Nie przejmują się takimi drobiazgami, jak wierność. Mają mnóstwo kochanek, zwykle półkrwi, ale zdarzają się też mugolaki i mugole. Gdy jakiś mężczyzna zapłodni kobietę, nieważne czy żonę czy kochankę czy przypadkową dziewczynę na jedną noc, zostaje do niego wysłany list z informacją, że zostanie ojcem. Przeważnie nic z tym nie robią, bo to „brudna krew”. Ale gdy nie mają innego dziecica, odbierają kochanką dzieci i wychowują je z żonami. Udają przed wszystkimi, że to ich wspólne dziecko o czystej krwi, aby zachować ciągłość rodu i tym samym nie splamić honoru rodziny – powiedział Syriusz.
- Wiedziałem, że ta cała „czystość krwi” to bzdura. Niemożliwym jest, aby przez tyle stuleci w jakiejś rodzinie nie było ani jednego mugola – powiedział podekscytowany Remus i zmarszczył czoło patrząc na mnie – Czy ty i Lily… - powiedział ostrożnie, a ja zbladłem jeszcze bardziej, o ile to w ogóle możliwe.
- Najwyraźniej – mruknąłem otwierając list i czytając go, Syriusz i Remus również czytali go siedząc na oparciach mojego fotela. W pokoju zapanowała grobowa cisza, a mnie zalał zimny pot.
- James… Kim jest Hermiona Granger? – zapytał Syriusz przerywają ciszę w pokoju.
- Ja… Nie mam pojęcia – szepnąłem, czytając list po raz drugi, trzeci, dziesiąty. Nic z tego nie miało sensu – Nigdy nie zdradziłem Lily! Zawsze byłem jej wierny, to jakiś kiepski żart! – krzyknąłem wstając wściekły.
- James, uspokój się. Tego listu nie można podrobić, jest oznakowany pieczęcią paktu – powiedział Syriusz biorąc list i patrząc na pieczęć.
- Może jakiejś nocy byłeś pijany i nie pamiętasz, co się stało – powiedział ciepło Remus. Pokręciłem z furią głową.
- Nie! Każdą noc spędzam z Lily, albo na treningach! – krzyknąłem.
- Więc jak to wyjaśnisz? – zapytał Syriusz trzymając list.

- Nie mam pojęcia, ale się dowiem.. – powiedziałem biorąc list, położyłem go na stoliku i wyjąłem różdżkę – Incendio – powiedziałem wskazując różdżką na list, który wylądował cały w płomieniach. Kiedy ogień zniknął, list leżał wciąż na stoliku nietknięty, a pieczęć paktu zalśniła na złotej kopercie. Nie mam pojęcia kim jest ta cała Hermiona Granger, ale jestem pewny jednego. Znajdę ją i zażądam wyjaśnień.

____________________

Proszę, dajcie znać co sądzicie o tej historii :) Jeśli nie będzie komentarzy to po prostu nie będę jej ciągnęła, bo nie będzie warto :)
Na razie idzie powolutku, chcę najpierw wprowadzić bohaterów. Wiem, że wszyscy ich znają, ale trochę pozmieniałam fakty.Chociażby to, że James jeszcze nie jest z Lily po ślubie. W książce pobrali się w wieku lat 18, parę faktów zostanie nagiętych bądź zmienionych właśnie na potrzeby historii, mam nadzieję, że to nikogo nie zrazi. Jeśli w ogóle ktoś tu zagląda :) 

czwartek, 8 czerwca 2017

Prolog

Od wielu stuleci część społeczności czarodziejskiej gardzi mugolami, czyli osobami, które nie posiadają zdolności magicznych. Uważają, że takie osoby są z gorszej kategorii. Są jednak ludzie, którymi gardzą jeszcze bardziej. Mugolaki, czyli osoby ze zdolnościami magicznymi, których rodzice są mugolami. Wielu czarodziejów uważa, że kradną ich magię, przywłaszczając ją sobie. Przez lata uprzedzenia te straciły na sile, lecz wciąż wiele osób wierzy, że mugolaki nie powinny istnieć.
Najbardziej uprzedzeni czarodzieje nazywają mugolaków szlamami uważając, że posiadają oni brudną krew. W świecie czarodziejów najbardziej szanowani są czarodzieje czystej krwi, czyli ród, w którym nigdy nie występowała osoba półkrwi bądź też mugolak czy mugol.
Czarodzieje czystej krwi szczycą się, że ich ród nigdy nie został splamiony krwią mugoli czy mugolaków. Nie jest to jednak prawda. Bardzo często zdarzało się, że ród którejś z rodzin czystokrwistych był zagrożony przez brak potomka. Dziedzica, który przejąłby nazwisko rodowe.
Wtedy rodziny czystokrwiste zawarły cichy pakt z Ministerstwem Magii. Kiedy czarodziej czystokrwisty spłodzi bękarta, zostaje do niego wysłany list z Ministerstwa. W przypadku braku innego dziedzica, rodzina wychowuje dziecko z nieprawego łoża, jako własne, czystokrwiste. Nie ważne czy jego matką była osoba półkrwi, mugol czy mugolaczka.
Pakt ten został zawarty wiele stuleci temu, związany został magią przez część rodów czarodziejskich: Blacków, Potterów, Malfoyów, Gauntów, Nottów i Lestrangów. Były to najważniejsze rody czarodziejskie. Mniej ważne, jak weasley’owie, nie mieli pojęcia o pakcie.
Magia, którą nałożyli mężczyźni sprawujący głowę rodu, gwarantowała prawdziwość pokrewieństwa. Niemożliwym było sfałszowanie takowego listu.

James Potter miał o tym świadomość. Wiedział, że list z Ministerstwa Magii nie mógł być w żaden sposób sfałszowany. Pozostają więc tylko dwa pytania. Kim jest Hermiona Granger i jakim cudem nosi jego dziecko?

____________________

No to zaczynamy. Ten pomysł chodził mi po głowie już od dłuższego czasu i postanowiłam dać szansę tej historii. Zwykle piszę tylko miniaturki, bo wolę mieć historię już zakończoną, ale postaram się napisać tą historię w kilku częściach, coś dłuższego niż miniaturka :)
Zapraszam też na mojego pierwszego bloga: www.potterowskie-jednopartowki.blogspot.com